Telin-kabina ukryta w śniegu.


Przygotowania do mojej drugiej wycieczki kabinowej rozpocząłem w czwartek wieczorem kiedy to razem z trzema Francuzami (Halvard,Giom, Florent), którzy tym razem mieli być moimi towarzyszami wyprawy, wybraliśmy się do wypożyczalni sprzętu narciarskiego. To właśnie tam miałem wybrać swoje pierwsze w życiu narty biegowe. Już po paru minutach okazało się jednak, że osoby o rozmiarze stopy większym niż 44 są dalej dyskryminowane w tej cześć Europy. Wynikiem tejże dyskryminacji było otrzymanie przeze mnie (180 cm wzrostu, rozmiar buta 46) i Halvarda (208 cm wzrostu, rozmiar buta 47…coś tu chyba jest jednak ze mną nie tak) nart i butów w stylu lekki Old School. Tak czy inaczej uradowany otrzymaniem „nowego sprzętu” ruszyłem w kierunku akademika…Tam po dumnej prezentacji moich nart bardziej doświadczonemu, w kwestii narciarstwa, koledze dowiedziałem się, że racji sporego wieku moje narty nie posiadają specjalnych wypustek, które umożliwiłyby mi podejście pod lekkie wzniesienia (sic!). I że przydałby mi się specjalny wosk do ślizgów…OK!

W piątek zaraz po zajęciach ruszyłem do miasta w celu poszukiwania wosku. Ceny nie były jakieś straszne tyle, że okazało się ze rodzajów wosków jest chyba z trylion. Różne firmy, różne rodzaje śniegu, różne temperatury śniegu, różne techniki jazdy (…o tym to nie miałem pojęcia). Postanowiłem zapytać o rade…jak się okazało nie było to najszczęśliwsze rozwiązanie. Norwegowie mają zdecydowanie bzika na punkcie nart biegowych. Na nic zdało się przekonywanie młodego sprzedawcy do tego, że będzie to moja pierwsza i ostatnia taka wyprawa, i że nie zamierzam się tam z nikim ścigać, a już na pewno nie będę dopatrywał się subtelnych różnic w płynności przesuwania się ślizgu (w szczególności, że w moich nartach można zaobserwować wyraźne braki w tymże ślizgu). Sprzedawca, choć miły, uparcie starał się mi wcisnąć „podstawowy” zestaw wosków i szczoteczek do czyszczenia nart z trzema rożnymi woskami dostosowanymi do różnych temperatur rozprowadzanych różnymi technikami w różnych częściach narty…i mimo, że widziałem że nie jest to typowe podejście polskiego sprzedawcy który po prostu chce wcisnąć nam jak najwięcej produktów (a może jeszcze szaliczek do tej koszuli?) postanowiłem bardzo po polsku zakończyć jego monolog: „To ja się zastanowię”.

Jak się okazało po powrocie do akademika, dwóch moich francuskich kolegów było tego dnia wypróbować narty w pobliskim parku i po dużych trudnościach w kontrolowaniu nart postanowili zakupić jedne z uniwersalnych wosków. Dalszą cześć wieczoru spędziliśmy na przygotowaniu sprzętu.

Sobota, pobudka o godzinie 6.30, wyjazd o godzinie 8.15. Dzień wcześniej z wyprawy rezygnowało dwóch Duńczyków, którzy mieli większy samochód…W tym momencie zostaliśmy w piątkę, plus bagaże, plus 5 par nart…Było ciekawie, na szczęście droga nie była dług. Bez większego błądzenia (coraz lepiej znamy okolice Trondheim) po 1.5 h byliśmy na starcie naszego szlaku. Już po 20 minutach mogłem po raz pierwszy wypróbować swoje narty. Odczucia są bardzo pozytywne, oczywiście początki nie są łatwe, bo narty (poza długością i pierwszym członem nazwy „narty biegowe”) różnią się od nart zjazdowych prawie wszystkim. Woskowanie działało(przez pierwsze 15 min), wiec dość sprawnie pokonywaliśmy kolejne metry. Nie obyło się oczywiście bez wywrotek, ale nie ma się dziwić, bo nie dość, że teren nieprzyjazny to jeszcze ponad 10 kg jedzenia i innego sprzętu na plecach.


Po dotarciu do kabiny, która okazała się jeszcze bardziej przytulna niż wcześniej opisywana Kasen, zostawiliśmy plecaki i ruszyliśmy, zachęceni pogodą i otaczającymi widokami na góry, na mały trekking z nartami na nogach. Szło się dobrze, śniegu było dużo (około 50 cm), ale był dość mocno zmrożony dlatego nie było problemu z zapadaniem.  Z racji, że ciemno robi się koło 16.30 nie zaszliśmy daleko. Po powrocie rozpaliliśmy w kominku, ja przyniosłem czystego śniegu w wiadrze na wodę, chłopaki przygotowali obiad. Resztę wieczorku spędziliśmy na graniu w karty i gadaniu. Około godziny 22.00 postanowiliśmy wybrać się na mały trekking tym razem w normlanych butach. Księżyc mocno świecił, dlatego dało się iść nawet bez latarek.

Następnego dnia nie tracąc czasu zabraliśmy się za sprzątnie kabiny, rąbanie drewna i przygotowaniu do wyjście. Około 11 zebraliśmy rzeczy i ruszyliśmy na wycieczkę po okolicy. Pogoda była super, tereny piękne, widoki niesamowite (kabina jest położona na wysokości 600 m n.p.m. na granicy łańcucha górskiego, który odwiedziliśmy z Grześkiem). Drugie dnia już niczym Justyna Kowalczyk pokonywałem kolejne metry ośnieżonych terenów. Perfekcyjnie! Nie obyło się jednak bez wywrotek, które przy takiej pogodzie (około -2, bezwietrznie i bezchmurnie) nie były wielkim problem, a jedynie dostarczyło dużo śmiechu współtowarzyszom. Glebę zaliczył każdy…prędzej czy później:)

Po paru godzinach bez problemu wróciliśmy do naszego samochodu i Trondheim. Wyjazd do kabiny oceniam jako bardzo fajne doświadczenie. Może tym razem nie przeszliśmy jakiegoś wielkiego dystansu, czy nie zdobyliśmy jakiegoś imponującego szczytu, ale samo podróżowanie w nartach pośrodku niczego, z plecakami na plecach i płucami pełnymi świeżego powietrza miało swój niepowtarzalny klimat. POLECAM!

Tym razem nie miałem ze sobą swojego aparatu dlatego też jakość zdjęć może być trochę gorsza. (zdjęcia z opisami) Na wyprawę ruszyłem z czterema francuzami. Kuba z Natalią tym razem wybrał bardziej luksusową (z sauną) i łatwiej dostępna kabinę. Relacja zapewne już niedługo.

R

Reklamy

3 thoughts on “Telin-kabina ukryta w śniegu.

  1. …intrygują mnie przedmioty widoczne na zdjęciu, na ścianie kabiny – czy można coś bliżej? 🙂

  2. raf pisze:

    1) Mapa- podczas rezerwacji jest mozliwosc wypozyczenia dokladnej mapy, ktora znacznie ulatwia dojescie do kabiny (polozonej zazwyczaj na totalnym odludziu w srodku lasu lub podmoklych terenow gdzie wszysko wyglada tak samo)
    2) Rogi- rogi jak rogi…za kazdym rogiem mozna taki rog w norwegi znalezc
    3) dziwne galezie…nie przygladalem sie im specjalnie 🙂

  3. Daniel pisze:

    Witam !

    A jak sie sprawuja narty biegowe w terenie z plecakiem wyladowanym sprzetem na biwak w namiocie, czyli z ciezkim plecakiem. Czy Kolega używa zwyklych nart biegowych czy backcountry, Pytam bo mam zamiar zima na nartach biegowych poszwedac sie z namiotem i nie wiem czy biegowe narty podołają. Dziekuje za pomoc pozdrawiam
    Daniel J

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s