Kabina Flåkoia

No więc po sporej przerwie od pisania w końcu się to tego zabrałem. Mógłbym się usprawiedliwiać na wiele sposobów, np. bo w ostatnich dniach dużo uczelnianych zajęć i projektów do zrobienia, bo przeprowadzka (szczegółowo za chwilę), bo zimno, itp. Ale chyba muszę spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać się, że po prostu lenistwo wzięło nade mną górę, zapewne nie ostatni raz…
Po tym jakże optymistycznym wstępie chciałbym wspomnieć o kilku najciekawszych wydarzeniach ostatnich dni. Zapewne należy do nich na pierwszym miejscu zaliczyć wycieczkę z Natalią do kabiny. Odbyła się ona równolegle do tej o której Rafał wspominał jakieś półtora tygodnia temu i była organizowana z nastawieniem na typowy relaks. Czy tak się ostatecznie stało? Hmm… Po dojściu na miejsce zdecydowanie tak. Ale droga nie należała do najprzyjemniejszych, mimo iż wśród wielu innych traktowana jest jako jedna z najłatwiejszych. Na pewno wpływ na to miały ilość bagażu (plecak turystyczny dla 2 osób + narty biegowe dla 2 osób, i zgadnijcie kto niósł…) oraz tzw. „szklanka” na drodze, która stanowiła zdecydowaną większość trasy. Bardzo nieprzyjemne warunki do chodzenia…
Udało nam się jednak dotrzeć na miejsce i jakież zdziwienie nas ogarnęło jak po wejściu do środka zastaliśmy suto zastawiony stół i naszą polską litrową Żubrówkę na honorowym miejscu. Wokoło żywej duszy… W tym miejscu należy zapewne wspomnieć, iż kilka metrów obok tejże kabiny (nie wspomniałem chyba nazwy – „Flåkoia”) znajduje się praktycznie nowiutka sauna. Tam też znaleźliśmy pozostałych „kabinowiczów” nadchodzącej nocy. Powtórnie ogarnęło nas zdziwienie, gdy okazało się, że spotkaliśmy znajomych: kolegę z kursu – Matthiasa, oraz dwoje znajomych z poprzednich wycieczek do kabin, tudzież imprez – Słowaczkę Marcelę oraz Phillipa. Pozostałej dwójki nie znaliśmy lecz szybko przełamaliśmy lody, zgadnijcie jak 😉 Pozostała część wieczoru i nocy upłynęła bardzo przyjemnie, w rytmach gitary oraz szklanych naczyń.

Poranek przywitał nas pięknym słońcem. A więc po śniadaniu, gdy pozostali panowie zdecydowali się zażyć kąpieli w saunie, ja, Natalia oraz Marcela stwierdziliśmy, że wdrapiemy się na pobliski szczyt aby podziwiać okolicę. Nie trwało to zbyt długo, szczyt nie należał do największych. Jednak po naszej stronie wzniesienia podejście było dość strome, obfitujące w śnieg ze zmrożoną powłoką, toteż podejście było interesujące. Czy było warto? Oceńcie sami:

W drodze powrotnej zdecydowaliśmy się na przejście fragmentu drogi po jeziorze (konkretnie mówiąc po lodzie) co również było ciekawym doświadczeniem (zdjęcia już jutro). Powłoka została oczywiście wcześniej dokładnie sprawdzona (nożem i skakaniem 😛 )

Wróciliśmy do kabiny cali i zdrowi (i susi), a nasi znajomi zaczęli zbierać się do odjazdu. My zostawaliśmy na kolejną noc więc był obiadek, mała próba połowu, niestety z brzegu gdyż łódka była dziurawa, no i kolejna sesja w saunie wraz z kąpielą w zmrożonym jeziorze – cudo! Noc upłynęła na próbie zaśnięcia przy panoszących się w kącie myszach…

Kolejny dzień to trochę dłuższe poranne wstawanie oraz przygotowanie do powrotu, wraz ze sprzątaniem sesją zdjęciową (wkrótce w dziale ‚Galeria’) i przygotowaniem opału dla kolejnych gości:

Powrót również obfitował we wrażenia, gdyż wraz z pierwszym śniegiem udało nam się wypróbować biegowe narty! Mnie, z niewielkim ale zawsze narciarskim bagażem doświadczeń, „bieganie” nie sprawiało specjalnych trudności. Natomiast Natalii… zresztą zobaczcie 😉

 

 

 

Dodam jedynie, że do domu dotarliśmy jeszcze tego samego dnia i w pełni szczęśliwie 🙂

K

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s