Pasta Norway

Pożegnania nadszedł czas. Na początek oczywiście chciałem podziękować Kubie. Że jakoś bez większych zgrzytów przebrnęliśmy przez te parę miesięcy razem. Nie obyło się oczywiście bez dyskusji, często burzliwych, do rękoczynów jednak nie doszło, a dyskusje zazwyczaj kończyły się czymś konstruktywnym (zazwyczaj, ale nie zawsze :P). Czasem to ja przyznawałem Kubie rację, czasem on mi. Zdarzało się, że obaj popełnialiśmy błędy, ale wtedy razem staraliśmy się je naprawiać. I mimo że czasami jeden albo drugi wręcz wykrzykiwał swoje racje ostatecznie kończyło się na uściśnięciu dłoni. Myślę ze Kuba trochę się ode mnie nauczył, a ja oczywiście od niego. Razem na pewno nauczyliśmy się dużo od Norwegii przez te ostatnie 4 miesiące….niby dużo a jednak zleciało bardzo szybko.

Wspólny obiad

Było inaczej niż się spodziewałem, co nie znaczy, że gorzej. Myślałem, że będzie dużo śniegu (i to tak od końca września),a nie było prawie w ogóle i jeździłem na rowerze przez cały semestr nawet przy -15 stopni Celsjusza. Myślałem ze będzie lekka sesja nie była (około miesiąca ostrej pracy). Myślałem (a właściwie Kuba myślał), że będzie codziennie (no, co najmniej raz w tygodniu) jadł świeżą rybę, ale z tego co wiem jego dorobek nadal wynosi jedna nie do końca wymiarowa ryba. Myślałem, że co drugi dzień będę jeździł na łyżwach, nie jeździłem ani razu. Myślałem, że będzie się dłużyc a zleciało jakby to był jeden tydzień. Szkoda tylko ludzi, bo niektórych dopiero, co poznałem, a są bardzo wartościowi. Na pewno po powrocie wielu z Was zada pytanie: „Dużo imprezowałeś?” Od razu odpowiem, że nie. Myślę, że ilość moich większych imprez można policzyć na palcach obu rąk (a może i jednej). Jakby chciał jakoś się bardziej bawić na pewno nie wybrałbym Trondheim, a raczej Valencie czy jakieś włoskie miasto. Nie żałuję, bo Trondheim pokazało mi to co w Norwegii najlepsze i to co tak naprawdę od początku chciałem poznać.

Parę rzeczy nie udało mi się zrobić z tego, co zaplanowałem. Bardzo mnie to nie martwi, bo jest to dobry powód żeby tu wrócić. Tylko kiedy? Tyle rzeczy jeszcze na tym świecie zostało do zobaczenia.

Kuba zostaje w Trondheim na kolejny semestr, może ktoś z was do niego dołączy wtedy na pewno Kuba będzie dobrym przewodnikiem. Na pewno możemy spodziewać się kolejnych wpisów. Mi blogowanie się spodobało….miło czasami wrócić do pierwszych wrażeń z kraju wikingów, wszystkich wycieczek, śmiesznych sytuacji i wielu przygód. Jak dziś pamiętam nasze pożegnanie z moją siostrą i szwagrem na lotnisku w Gdańsku, nasze zakupy w bezcłowym, lot i pierwsze kroki w słonecznej Norwegii, która zamiast śniegiem przywitała nas wysokimi temperaturami. Potem poznaną w autobusie Paulinę, która jak się okazało mieszkała na moim piętrze i często ratowała mnie w momentach skrajnej głodówki jakimś smacznym kąskiem (dzięki!). Potem byli chłopaki Waco i Grzesiek, a na koniec egzaminy, które mam nadzieje zdałem gładko. Teraz czas wracać do Polski, bo tam też zostało dużo do zrobienia. Najpierw Zielona Góra potem Kraków, w między czasie pewnie Poznań, a mam nadzieje ze i inny miasta europejskie, w końcu trochę ludzi tu poznałem. Ne pewno chciałby odwiedzić naszego znajomego w Austrii, może Francja, Holandię, Czechami też nie pogardzę. Europa stoi otworem.

Kto wie…może wrócę jeszcze do Trondheim. Spodobało mi się to miasto, ten styl życia i kultura i ludzie. Zobaczymy, może wrócę, a może postanowię poznać jakieś inne miasto, mniej europejskie:) W końcu tyle rzeczy jest do pomierzenia na tym świecie (i nie tylko…nie słyszałem żeby była osnowa podstawowa na Księżycu!).

Tak jak pisałem wyżej blogowanie mi się spodobało (tak dla siebie). Jeszcze tego z Kubą nie ustaliłem, ale może będę wrzucał jakieś wpisy. Może ktoś jeszcze do nas dołączy (Przemo!)? Może blog zmieni nazwę, formę itp.itd. „Czas pokaże”.
Aha! Jeszcze coś o tytule tego postu- „Pasta Norway”. Makaron (ang. pasta) był zdecydowanie najczęściej spożywanym przeze mnie posiłkiem w Trodnheim. Przybierał różne postacie. Było spaghetti mięsne (rarytas), makaron ze szpinakiem, makaron z tuńczykiem, makaron z żółtym serem i sosem pomidorowym lub samym sosem pomidorowym. Dzięki makaronowi miałem dużo siły a i wcześniejsze obawy o wychudzeniu można włożyć miedzy bajki, bo wręcz trochę mi się przez te węglowodany złożone przytyło. Tak czy inaczej ostatnie 4 miesiące było to dla mnie najdłuższy w życiu okres bez schabowego (trochę podratowany przez austriackiego kolegę, o którym wspomniałem w poprzednim poście) wiec pierwsze, co chcę zjeść w Polsce to właśnie ten przepyszny kotlecik w wykonaniu mojej mamy! Po drugie „pasta” kojarzy mi się ze słowem „past” czyli pasuje do obecnej sytuacji, bo w tym momencie mój Erasmusowy wyjazd do Norwegii odchodzi do przeszłości. Checked! Czas wracać.

Zachód słońca

W tym miejscu chciałbym jeszcze pozdrowić wszystkich moich znajomych studentów i z racji powoli zbliżających się  świąt i nowego roku życzyć im dużo sukcesów i pilnej nauki przed nadchodzącą sesją luty 2013 i przy pomnieć że własnie zaczynam wakacje!!! 😀

R

p.s. mam nadzieję, że Kuba coś nakreśli o egzaminach, bo tez były one bardzo ciekawe!

Reklamy

2 thoughts on “Pasta Norway

  1. (Przemo!)? pisze:

    Pasta tez kojarzy się z hiszpańskim basta, czyli „dosyć” 🙂 dość tych norweskich przygód, pora na nowe!
    (Wspólne) blogowanie do obgadania, wspólny sylwester też.
    Fajnie napisany wpis!

  2. Zrozumiałam, dlaczego Szymon tak kocha tą Skandynawię…. tylko motyw z rybami się nie zgadza! Wracaj….! Kotlet czeka! I czeka…. mama, i tata i Szymek i Siorka-Profesorka! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s