Tu i tam…

Tak się sympatycznie złożyło, że w trzecim tygodniu lutego, wręcz w dzień powrotu z Oslo, miałem bardzo przyjemną wizytację 🙂 Z tej też okazji postanowiłem zadbać o jakieś atrakcje.

Norwegia jest krajem narciarstwa biegowego. Szczerze, można to odczuć na każdym kroku. Dodając do tego szczególną dbałość państwa o zdrowie, a tym samym sportową aktywność swoich obywateli, jak również i przyjezdnych, było wręcz oczywistym, że uda się mi znaleźć jakieś możliwości, związane z transportem do okolicznych parków narodowych. Tak się też stało. Jednym z bardziej popularnych kierunków w okolicach Trondheim jest – wielokrotnie wcześniej wspominany – park narodowy Bymarka, słynący z niesamowitej ilości, w części oświetlonych tras biegowych. Można się tam dostać darmowym (dla zrzeszonych w NTNUI, dla pozostałych 40 NOK) autobusem 2 razy w tygodniu (wtorek, środa) oraz również w weekend. Większość (śmiało można rzec, że 95%) chętnych to oczywiście narciarze biegowi, mniej lub bardziej profesjonalni. My zdecydowaliśmy się wybrać w celach trekkingowo-rekreacyjnych, jak również obiadowych, jako, że w miejscu, do którego kursuje autobus znajduje się jedna z uczelnianych kabin – Studenterhytta (coś na kształt naszego schroniska młodzieżowego, z tym, że uczelniane), która za drobną opłatą takie dodatkowe atrakcje zapewnia. Plan był taki, aby dojechać na miejsce, szybko wyjść na szczyt i zejść w porze obiadowej. Udało nam się go zrealizować jedynie w części, między innymi dlatego, że było już dosyć późno i ciemno, a noc była niestety bezksiężycowa. Widoków zatem spektakularnych nie było, jeśli nie liczyć jedynej wyspy światła w niedalekiej odległości od parku – Trondheim. Samo wejście również pochłonęło sporo wysiłku, jako, że natrafiliśmy na o wiele głębszy śnieg niż ten w mieście, a nie byliśmy specjalnie przygotowani. Na szczęście był w większości ubity i tylko miejscami zapadaliśmy się do połowy ud… 😛 Zejście i powrót przebiegły bez większych przeszkód.

Tego samego wieczora, o ile dobrze pamiętam, urządziliśmy sobie małą degustację na mieszkaniu, do której dołączyła również dziewczyna jednego ze współlokatorów, Litwinka Alisa. Fotoreportaż poniżej 😉 (nikt nie zginął!)

Kolejnym punktem, który chciałem zaliczyć była słynna wieża – Tyholt Tower – z restauracją na szczycie i obracającą się wokół własnej osi podłogą! (pełny obrót zajmuje 360 stopni, a fenomen ten można obejrzeć klikając TUTAJ ). Wspominaliśmy i o niej uprzednio, nawet odwiedziliśmy ale osobiście nie miałem wcześniej okazji wypróbować słynnego pizza-bufetu ani podziwiać zimowej panoramy Trondheim. Możecie ją zobaczyć oczywiście na zdjęciach.

W Trondheim obecnie bardzo ładna zima (przynajmniej była kiedy robiłem te zdjęcia 😛 ) co oczywiście sprzyja spacerom. Kilka ciekawszych zdjęć możecie również podziwiać w galerii poniżej. Na samym końcu wrzucam jeszcze zdjęcia swojego wydziału i jego budynków na terenie uczelni. Do usłyszenia!

K

PS
Dotarły do mnie pewne informacje, którymi chciałbym się pochwalić. Otóż, dwie ostatnio poznane polskie koleżanki w Trondheim, Sylwia i Sabina, wspomniały, że przed swoim przyjazdem tutaj śledziły naszego bloga i po części to on wpłynął na ich decyzję o wyjeździe! Dzięki dziewczyny, to wielka motywacja do pisania! Pozdrawiam serdecznie 🙂

Reklamy

One thought on “Tu i tam…

  1. Agata pisze:

    Hej, trafiłam na wasz blog szukając informacji o erasmusie na NTNU… no i wielkie dzięki, sporo się dowiedziałam 😉 Mam jednak pytanie: czy znacie może jakieś osoby które studiowałyby tam architekturę i również podjęły szlachetną inicjatywę prowadzenia bloga? Byłoby to niezmiernie przydatne… 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s